Czemu warto zacząć kręcić się - historia Adama

Jednym z haseł, które na szkoleniu powtarzamy wielokrotnie jest:


Dopóki nie zaczniecie kręcić, nie nauczycie się kręcić.

Dotyczy to zarówno techniki, ale też, a może przede wszystkim - występowania przed kamerą.


Odkąd robimy swoje materiały spędziłem przed kamerą więcej czasu, niż kiedykolwiek wcześniej. Zawsze byłem tym ZA kamerą.


Bardzo ciekawe doświadczenie.


Ale skoro zdarza mi się słyszeć:


Całkiem naturalnie Ci to wychodzi.

z niejednego źródła, to może nie są tylko mili.


Ale w każdej takiej chwili staje mi przed oczami czas kręcenia danego materiału.


No i właśnie po którymś takim razie postanowiłem zrobić sobie making of. A że mam na podorędziu kamerkę 360 stopni, to postanowiłem upiec trzy pieczenie na jednym ogniu.


Zrobić wideo z nagrania, zebrać materiał do wpisu o technologii 360 jako takiej i mieć fajną pamiątkę.





Na tym filmie widać, że w moim przypadku samo nagranie jest aktywnym procesem twórczym.


Z początkowych 2-3 minutowych wersji (idących jak po grudzie na początku) finalnie udało mi się zejść do zaplanowanej niecałej minuty (tak, żeby cały film wszedł na Instagram).


Proces z przerwami trwał ponad godzinę (finalne nagranie niestety nie załapało się na making of, bateria już padła).


Jak widać na filmie, w mojej technice nie ma konkretnie napisanego tekstu wcześniej. Dla niektórych kartka działa (i polecam wypróbować ten sposób) ale ja akurat tak nie umiem.


Mam spisanych tylko parę punktów, które chciałbym przekazać - i na tym pracuje. Układam słowa w głowie, wypowiadam, zawieszam się, cofam, powtarzam, idę dalej.


Aż w końcu mam wersję, która jest good enough.


Zazwyczaj potem robię przerwę i próbuję jeszcze raz. Jeśli mnie nie wymordowało pierwsze nagranie, to ta wersja zazwyczaj jest tą ostateczną. Tak było w tym przypadku.


W przypadku tego filmu wystarczyły dwa nagranie po 6-7 minut, czyli łącznie 15, z czego od razu wiedziałem, że wersja ostatnia jest wersją ostateczną, parę cięć i grafiki i voila.


To całe kręcenie dało też parę skutków ubocznych.


Po pierwsze - zacząłem inaczej postrzegać samego siebie. Patrzenie na siebie samego na ekranie komputera podczas montażu sprawiło, że jakoś zacząłem się oswajać z tym jak wyglądam. Bardziej akceptować (a mam z tym duży problem) swój głos - a wiecie, że to jeden z największych dysonansów przy oglądaniu i słuchaniu siebie samego. Osłuchałem się i już nie zwracam uwagi na to, że mój głos brzmi inaczej niż ja go słyszę.


Po drugie - ale tego się spodziewałem - coraz mi łatwiej przed tą kamerą stanąć. Nie jestem publicznym mówcą, ale w miarę bez stresu ogarniam się mówiąc do grupy 30-40 osób (tego nauczyło mnie BNI). Jednak pierwszy raz za kamerą - to było zupełnie inne doświadczenie. A teraz w zasadzie skupiam się tylko na treści i czy w kadrze nie ma jakichś niepożądanych elementów.


Po trzecie - pomiędzy pierwszym nagraniem tutaj, a ostatnim jest też parę kilogramów różnicy. Nie prowadzę jakiejś intensywnej diety, ale fajnie widzieć, że działania podjęte na początku roku zmierzają w fajnym kierunku.



6 wyświetlenia

© 2019 by filmuj.pro

Tel: +48 600 317 968 | +48 602 323 357